poniedziałek, 30 listopada 2009

Młody kierowca pod nadzorem.


17 listopada Rada Ministrów przyjęła założenia do projektu ustawy o kierujących pojazdami, przedłożone przez ministra infrastruktury. Zmianie mają ulec przepisy dotyczące uzyskiwania uprawnień do kierowania pojazdami, nadzoru nad kierowcami oraz przeprowadzania i kontroli szkolenia i egzaminowania przyszłych kierowców.


Najwięcej zmian dotyczy tych, którzy dopiero uzyskają prawo jazdy kat. B. Wszystko to dlatego, że to właśnie młode osoby, którzy dopiero co uzyskały pozwolenie na prowadzenie pojazdów są najliczniejszą grupą kierowców uczestniczących w wypadkach. Na przedniej i tylnej szybie samochodu nowego kierowcy pojawić ma się tzw. „zielony listek”. Ostrzegać ma on innych uczestników ruchu drogowego, że tak oznakowanym pojazdem porusza się osoba z małym doświadczeniem.

Najmniej doświadczeni kierowcy mają być też objęci dwuletnią próbą. Dwa wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu w ruchu drogowym spowodują, ze dwuletni okres próby zostanie wydłużony, a kierujący pojazdem trafi na kurs reedukacyjny. Po trzecim wykroczeniu lub popełnieniu jednego przestępstwa drogowego, kierowca straci prawo jazdy. W takim przypadku będzie musiał się o nie ubiegać od nowa. W pierwszym roku młody kierowca nie będzie mógł wykonywać zawodu kierowcy w pojazdach przewożących ludzi.

W założeniach do projektu ustawy o kierujących pojazdami przyjęto również, że na kurs reedukacyjny trafią osoby które zgromadzą 24 punkty karne, kierowały pojazd pod wpływem alkoholu lub po użyciu podobnie działających środków. Kursy reedukacyjne prowadzić ma właściwy wojewódzki ośrodek ruchu drogowego i będą oczywiście odpłatne. Aktualnie osoby takie muszą przystąpić do egzaminu sprawdzającego kwalifikacje. Następnie, gdy w ciągu 5 lat od wydania skierowania na taki kurs kierowca przekroczy maksymalną liczbę 24 punktów karnych, to wówczas straci prawo jazdy.

Zmianie ulegną także zasady uzyskiwania prawa jazdy na motor (kat. A). Starać się o tą kategorię będą mogły osoby które skończyły 24 rok życia lub wcześniej przez 2 lata miały kat. A2- na motor o mocy do 47 km, dostępna od 18 lat. Dodatkową kategorią będzie kat. AM na skuter i motorower, dla osób powyżej 14 roku życia.

Zaostrzenie przepisów nie dotyczą jedynie samych kierowców, ale i ośrodków szkolenia, instruktorów. Do Centralnej Ewidencji Kierowców mają spływać informację dotyczące wypadkowości i naruszeń przepisów drogowych kierowców którzy ukończyli kurs w danym ośrodku. Dzięki temu ma być stworzona lista ośrodków które w pierwszej kolejności powinny być skontrolowane. Nowością ma być również konieczność uczestniczenia instruktorów co roku w warsztatach doskonalenia zawodowego.

Zmiany w przepisach są konieczne w szczególności mając na uwadze, iż to właśnie osoby w wieku od 18 do 24 lat, posiadające prawo jazdy krócej niż dwa lata, są grupą kierowców która najczęściej uczestniczy w wypadkach drogowych. Proponowane rozwiązania powinny podnieść kwalifikację kierowców, a co za tym idzie zwiększyć bezpieczeństwo na drogach.

Same kary za poważne łamanie przepisów ruchu drogowego powinny być również bardziej restrykcyjne. Kary za jazdę pod wpływem alkoholu lub środków odurzających powinny skuteczniej odstraszać amatorów jazdy na tzw. „podwójnym gazie”. Osoba taka stwarza zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla otoczenia. Takie zachowania muszą być bezwzględnie karane. Nie wystarczy sama grzywna. W przypadku recydywistów łamiących w ten sposób prawo karą powinien być wieloletni lub nawet dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Nawet jeśli osoby takie niebyły z tego powodu sprawcą wypadku, kara winna być bezwzględnie nakładana.

Kolejnym zagrożeniem dla uczestników ruchu drogowego są osoby prowadzące pojazdy bez uprawnień. W tej grupie również przeważają osoby młode. Do nich dochodzą jeszcze osoby, którym prawo jazdy odebrano. Każdy z nas powinien być świadomy swoich zachowań i uczony odpowiedzialności za popełnione błędy. Przepisy ruchu drogowego nie powstały by utrudniać nam życie, tylko po to by te życie wydłużyć…

Źródło: Rzeczpospolita, premier.gov.pl, biznes.auto-swiat.pl

Fot.: http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091120/KRAJSWIAT/561419185

sobota, 28 listopada 2009

III konferencja programowa- relacja


26 listopada 2009 roku w 72 Liceum Ogólnokształcącym im. Jakuba Jasińskiego odbyła się III konferencja Warszawska pt. ”EURO 2012 – a rozwój Pragi”, Oddziału Warszawskiego Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej.


Na wstępie, goście zebrani w sali mieli przyjemność wysłuchać recytacji poezji patriotycznej, w wykonaniu młodzieży licealnej (Bilicz Bogdan, Głowienko Monika, Lachocki Sebastian, Śliwa Paulina, Tomaszewski Norbert) z teatru szkolnego Paradox.

Prowadzący konferencję, członek Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, Pan Janusz Ściskalski (członek założyciel NSZZ „Solidarność” Region Mazowsze), rozpoczynając debatę wręczył Pani Dyrektor 72 LO im. Gen. Jakuba Jasińskiego, Pani Bożenie Kozak, unikatowy egzemplarz, faksymile oryginału Konstytucji 3 Maja, wydanej przez Komisję Kultury NSZZ „Solidarność” w 1981 roku, wbrew zakazom władz PRL, podkreślając zasługi patrona szkoły w walce o wolną demokratyczną Polskę.

Głównym celem konferencji była kwestia związana z działaniami podjętymi przez ratusz miasta jak i zarówno zarządy dzielnic Pragi Południe i Pragi Północ na rzecz rozwoju prawobrzeżnej części Warszawy w kontekście EURO 2012. Dyskusja toczyła się w obszarze dokonań obecnych władz dzielnic oraz zadań, które należy jeszcze wykonać. Spotkanie miało na celu rozpoczęcie dyskusji i wystosowanie odezwy do władz miasta stołecznego w związku z brakiem podejmowanych decyzji w sprawie rozbudowy infrastruktury prawej strony Warszawy. EURO 2012 miało być bodźcem dla stolicy do wyrównania poziomu dysproporcji jakie są widoczne dzisiaj gołym okiem między lewobrzeżną, a prawobrzeżną częścią miasta, a tymczasem ratusz wstrzymuje decyzje inwestycyjne potrzebne miastu…

Dzięki firmie cateringowej Bracia Kowalscy oraz Orient Express wszyscy goście po odbytej konferencji mogli udać się na drobny poczęstunek i omówić poruszone kwestie i zagadnienia.

W dyskusji podczas konferencji udział wzięli m.in. :

• Bożena Kozak, Dyrektor 72 Liceum Ogólnokształcącym im. Jakuba Jasińskiego w Warszawie;

• Jarosław Karcz, Zastępca Burmistrza dzielnicy Praga Południe;

• Jolanta Koczorowska, Burmistrz dzielnicy Praga Północ;

• Jacek Wachowicz, radny dzielnicy Praga Północ;

• Stefan Melak, Przewodniczący Komitetu Katyńskiego;

• Arkadiusz Urban, Wiceprezes Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego;

• Michał Wieremiejczyk, wiceprzewodniczący oddziału Warszawskiego Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej;


Więcej zdjęć TUTAJ

piątek, 27 listopada 2009

Odezwa praska.

Warszawiacy, Prażanie!

Minęło 20 lat od ustanowienia III Rzeczypospolitej i samorządu terytorialnego. Zmieniały się ekipy rządzące stolicą, a mimo to rozwój miasta nie posunął się daleko. Poza dwoma nowymi mostami, niewielką poprawą dróg i wiaduktów, przedłużeniem metra po Bielany i inną, ledwie odczuwalną, kosmetyką miasta, sytuacja mieszkańców nie polepszyła się w żaden istotny sposób. Zbudowanie w centrum wieżowców, to dzieło samego biznesu, a nie władz miasta. Tyle razy zapowiadany w kampaniach wyborczych rozwój infrastruktury Warszawy, a w szczególności Pragi, utknął!!! Politycy wszystkich opcji reformowali Warszawę, ale tylko na spotkaniach wyborczych…

Wiadomość o przyznaniu Polsce EURO – 2012 ludzi ucieszyła! Dla polityków i urzędników to jednak wielki kłopot. Politycy najpierw uchwalili środki na wsparcie budowy Stadionu Narodowego, poprzez poprawę infrastruktury miejskiej. Teraz wycofują się z tych planów i wstrzymują decyzje inwestycyjne potrzebne miastu!!!

Dziś poza stadionem, nic się nie robi!!! Świadczy to o braku prawdziwego gospodarza miasta!

Najwyższy czas zaprotestować przeciw takim decyzjom Ratusza!
Przyłącz się do naszego protestu i podpisz APEL!*

Ściągnij apel i zbierz podpisy wśród swoich znajomych. Czekamy na podpisane apele pod adresem:

Wspólnota Samorządowa Województwa Mazowieckiego,
ul. Tamka 38 pok. 903, 00-355 Warszawa

czwartek, 26 listopada 2009

Jak zwiększyć atrakcyjność akcji oferowanych w IPO?

Wejście spółki na giełdę zawsze wiąże się z głębokimi nadziejami osób zarządzających firmą na jej rozwój. Pierwsza oferta publiczna to szansa na pozyskanie kapitału na działalność, ale także pomniejsze korzyści, chociażby PR’owe. Nic więc dziwnego, że, w większości, udziałowcom zależy, aby nowa emisja sprzedała się jak najlepiej.

Można, jak wspomniałam, stawiać na działania PR’owe, reklamę czy inne działki marketingu, wykorzystując głównie szum wokół IPO, czy ogólne kształtowanie opinii na rynku. Można…ale można także próbować bardziej finezyjnych metod zachęty dla inwestorów.

Interesem inwestorów, którzy nabędą akcje w IPO jest późniejsza, zazwyczaj szybka, sprzedaż z kilkuprocentowym przebiciem. Jak zagwarantować im ten zysk, sprawiając jednocześnie, że oferowane papiery staną się atrakcyjniejsze? Wiele spółek stawia na Lock up.

Lock up – jak to działa?

Zasada jest prosta. Dotychczasowi udziałowcy zawierają umowę z domem maklerskim, oferującym akcje w IPO, uniemożliwiającą zbywanie przez pewien czas posiadanych akcji (zazwyczaj od 6 do 24 miesięcy). Takie porozumienie, którego treść, de facto, znajduje swoje miejsce w prospekcie emisyjnym, jest oczywiście wiążące. Dla przyszłych inwestorów powinno stanowić gwarancję, że po emisji, kiedy cena papierów zacznie wzrastać, na rynek nie trafi morze akcji posiadanych przez dotychczasowych udziałowców, realizujących swoje zyski. Taka sytuacja prowadziłaby do nadmiernej podaży i spadku notowania.

Lock up może mieć także miękki charakter. Udziałowcy mogą zadeklarować w prospekcie emisyjnym, że powstrzymają się od zbywania akcji przez pewien okres czasu. Tutaj zazwyczaj pojawiają się problemy. Jak wiadomo, dobro spółki nie musi być celem każdego udziałowca. Współczesny człowiek to raczej homo economicus. Będzie on realizował zyski kiedy to możliwe, a nie zastanawiał się nad poziomem swojej lojalności wobec spółki. Po wejściu spółki na giełdę, kiedy notowania rosną, trudno oprzeć się pokusie… sprzedać…czy nie sprzedać?

A w praktyce…

Europejski Fundusz Hipoteczny, największy udziałowiec spółki Żurawie Wieżowe, stanął przed takim właśnie „etycznym” dylematem w 2007 roku. Cena emisyjna akcji Żurawi ustalona była na 7 zł. Firma zadebiutowała na Warszawskiej Giełdzie po cenie 13,5 (92,9% powyżej ceny emisyjnej!). Wysokości ceny emisji nie była jeszcze powodem do wyłamania się z deklaracji Lock up. Na dwa tygodnie przed upływem okresu, w którym wcześniejsi udziałowcy nie powinni sprzedawać swoich akcji, wartość rynkowa papierów wartościowych spółki Żurawie Wieżowe sięgnęła 50 zł.

Widocznie chłodna kalkulacja czystego zysku, czy może poziom adrenaliny, popchnął zarząd Europejskiego Funduszu Hipotecznego do podjęcia decyzji: „sprzedajemy!” Taki posunięcie EFH nie mogło mieć skutków prawnych, nie było tutaj podstawy do roszczeń o odszkodowania dla inwestorów, potwierdziła to Komisja Nadzoru Finansowego. Udziałowiec złożył jedynie deklarację, lock up był zabezpieczony miękki instrumentem. Niemniej jednak, taka decyzja EFH na dwa tygodnie przed wygaśnięciem uzgodnienia, z pewnością na długo pozostanie w pamięci inwestorów i można powiedzieć, że stracił on swoja reputację na GPW.

Jak egzekwować realizację umowy?

Umowy typu lock up są nadal mało skuteczne. Po pierwsze, nie można zmusić dotychczasowych akcjonariuszy do zawarcia takiej umowy, czy złożenia takiego oświadczenia. Można namawiać, zachęcać argumentami dobra spółki, ale oczywistym jest, że deklaracja nie zbywania akcji przez określony czas nie będzie łatwa do uzyskania przez zarząd. Co więcej, nawet w sytuacji istnienia takiej umowy, kontrola jej wykonania wymaga iście detektywistycznego zacięcia.

O złamaniu lock up’u nie dowiemy się z porannej gazety. Weryfikacji mogą dokonywać inwestorzy, np. obserwując komunikaty informujące, jaki udział w głosach na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy mają udziałowcy, kiedy te procenty się zmieniają może to być sygnał do ubiegania się o swoje. Umowa lock up, zawarta w prospekcie emisyjnym, ma moc prawną. Osobę, która ja naruszy obowiązywać będą kary umowne. Kwoty ustalane są w ramach zawieranego układu. Zazwyczaj, akcjonariusz, który wyłamał się z lock up, jest zobowiązany do zapłaty na rzecz inwestorów, którzy nabyli akcje w ramach oferty publicznej i nie zbyli tych akcji w czasie obowiązywania umowy, kwoty pokrywającej wysokość wnioskowanych strat. Przywilej ubiegania się o odszkodowanie nie przysługuje inwestorom, którzy nabyli akcje w obrocie wtórnym.

Zabezpieczenia lock up’u

Efektywność umowy zabezpiecza także w pewien sposób dom maklerski oferujący akcje w IPO. Wymaga się, aby dotychczasowi akcjonariusza posiadali rachunek papierów wartościowych i utrzymywali na nim akcje od momentu rejestracji w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych przez okres obowiązywania umowy. Daje to pewien instrument kontroli, jednak nie zamyka furtki do sprzedaży akcji. Udziałowcy mogą także zablokować swoje akcje na rachunku, ale biuro maklerskie ma obowiązek odblokowania takiego konta na żądanie właściciela. Jedynym, w pełni skutecznym sposobem, zabezpieczenia wykonania umowy jest zmiana akcji na okaziciela na akcje imienne. Najprościej do tego doprowadzić poprzez uchwalenie zmiany rodzaju akcji na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Czy jednak dotychczasowi udziałowcy zgodzą się? Z pewnością nie jest to przesądzone, ale warto próbować…dla dobra spółki.

Narzędzie dla odpowiedzialnych uczestników rynku

Lock up jest całkiem popularny, a wynikające z takiej umowy zapisy przybierają różne formy. Przykładowo firma Gino Rossi, czy internetowy serwis bankier.pl zawarły w prospekcie emisyjnym zobowiązanie do niezbywania akcji po cenie niższej niż emisyjna powiększonej o 15%. Rozpowszechnione są także „miękkie” deklaracje lock up. Spółki takie jak Cinema City, Netmedia, One-2-One, Żurawie Wieżowe złożyły oświadczenia nie zbywania na giełdzie akcji przez głównych udziałowców.

Umowy ograniczające podaż akcji, po zaistnieniu pierwszej oferty publicznej, są mało efektywne w przypadku, kiedy udziałowcy spółki są zainteresowaniu raczej szybkim zyskiem, niż dobrem spółki. Lock up jest wartościowym narzędziem w rękach doświadczonych akcjonariuszy, nie ograniczonych krótkowzrocznością, a raczej mierzących swoje zyski długookresowo. Tak wiec, inwestor znajdujący w prospekcie emisyjnym decyzję dotychczasowych udziałowców, uniemożliwiającą zbywanie akcji przez ustalony okres czasu, powinien raczej na chłodno ocenić, jakie są szanse powodzenia realizacji takiej umowy czy deklaracji.

Tekst Kasi Szczepaniak ukazał się na http://www.mojeopinie.pl/

środa, 25 listopada 2009

Energetyczna dywersyfikacja czy dalsze uzależnienie?


Począwszy od czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości jednym z głównych priorytetów polityki państwa stało się bezpieczeństwo energetyczne. Porzucono rozważania na ten temat wcześniejszych ekip rządzących. Nie zastanawiano się już czy owe bezpieczeństwo jest zagrożone, tylko jak je zapewnić. Z pytania czy dywersyfikacja kierunków dostaw surowców strategicznych jest potrzebna, prześlijmy do pytania jak i gdzie szukać nowych źródeł.

Wyraźnie zostało to zaznaczone w programach wyborczych zarówno Prawa i Sprawiedliwości jak i Platformy Obywatelskiej. Podobnie było w wygłaszanych expose kolejnych premierów, Kazimierza Marcinkiewicza, Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska. Pierwszy z szefów rządu PiS podkreślał potrzebę budowania wspólnej polityki energetycznej Unii Europejskiej, mając na uwadze wzrastające zagrożenie z możliwości politycznego wykorzystania gazu i ropy. Drugi premier za rządów PiS jeszcze dobitniej mówił o konieczności szukania nowych kierunków dostaw surowców. Obecnie urzędujący Donald Tusk niemiał w tej kwestii odmiennego zdania. Dywersyfikacja, z uwzględnieniem ochrony środowiska i wykorzystania potencjału energii odnawialnej, to droga którą powinna podążać Polska, mówił dwa lata temu obecny premier..

Dobrze się stało, że w końcu zdano sobie z tego sprawę. Najdobitniej o słuszności tej tezy może świadczyć „wojna gazowa” pomiędzy Rosją a Ukrainą z początku tego roku. Moskwa wykorzystała gaz do politycznej gry, pokazując Europie, że albo akceptujecie nasze warunki, albo zakręcamy kurek z gazem. Polska co prawda jest w lepszej sytuacji niż Ukraina, nasze polityczne powiązania międzynarodowe umożliwiają nam większą swobodę działania. Ale to nie znaczy, że zagrożenie nie istnieje i że nic nie musimy robić. Umowy na dostawy gazu ze wschodu musimy negocjować i przedłużać, bo z dnia na dzień nie jesteśmy w stanie zmienić kierunków dostaw. Pamiętając o zagrożeniach, które mogą się w przyszłości pojawić, powinniśmy szukać nowych partnerów.

Obecnie Polska bazuje w 1/3 na własnych zasobach gazu ziemnego. Głównym regionem występowania złóż gazu, podobnie jak w przypadku ropy naftowej, jest Niż Polski (66 % udokumentowanych zasobów krajowych). Pozostałą część, tj. 10,1 mld m3, musimy importować. Ponad 60% importowanego surowca pochodzi z Federacji Rosyjskiej lub ze źródeł kontrolowanych przez rosyjski koncern Gazprom.

W ostatnich latach ekipy rządzące prezentowały różne pomysły dywersyfikacji, mające na celu zapewnienie Polsce bezpieczeństwa energetycznego. Sam pomysł to niestety nie wszystko. Potrzebna jest jeszcze determinacja w dążeniu do wyznaczonych celów.

Strona polska już od ubiegłego roku negocjowała z Rosją nową umowę na dostawy „błękitnego paliwa”. W ostatnich tygodniach rozmowy nabrały tempa, z uwagi na zagrożenie przyszłorocznych dostaw. Ostatecznie udało się dojść do porozumienia, a nowa umowa pomiędzy PGNiG a Gazpromem czeka na parafowanie przez rządy Polski i Rosji.

W ocenie ministra gospodarki Waldemara Pawlaka nowa umowa gazowa, zwiększająca dostawy do 10,2 mld m3 rocznie i przedłużająca kontrakt do 2037 roku, jest dla Polski bezpieczna. Tylko czy jest krokiem mającym na celu zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski? Zawarte porozumienie z Gazpromem w dalszym ciągu zakłada, że w najbliższych latach aż dwie trzecie zużywanego w naszym kraju gazu będzie pochodziło od jednego dostawcy. Oczywiście ciężko dokładnie oszacować ile Polska będzie potrzebowała gazu za kilka lat, ale bez wątpienia umowa z rosyjskim dostawcą w znacznym stopniu zaspokoi krajowe potrzeby. A przecież mieliśmy szukać nowych kierunków dostaw, dążyć do dywersyfikacji, zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne kraju…

Swoje obawy w liście do premiera wyraził ostatnio również Prezydent Lech Kaczyński. Długoterminową umowę PGNiG i Gazpromu nazwał „wysoce dyskusyjną”. Zdaniem prezydenta, kontrakt ten utrudni budowę gazoportu w Świnoujściu. Polska miała stopniowo uniezależniać się od dostaw błękitnego paliwa z Rosji, m.in. dzięki budowie gazoportu. Ma on istotne znaczenie dla bezpieczeństwa kraju, ponieważ Polska w chwili obecnej nie posiada alternatywnych kierunków importu gazu. Przedłużony kontrakt na dostawy gazu z Rosji do 2037 roku może nie tylko opóźnić budowę terminala LNG, ale i pod znakiem zapytania stoi jego rentowność.

Czy w takim razie rząd Donalda Tuska faktycznie dąży do dywersyfikacji dostaw gazu, czy do dalszego uzależnienia się od dostaw z Rosji? Zdaje się, że mówi jedno, a robi drugie. Podobnie jest w przypadku rządowego projektu „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku”. Dokument ten zakłada zwiększenie udziału gazu w produkcji prądu. Mając na uwadze, iż zdecydowana większość tego surowca sprowadzana jest i będzie w najbliższych latach z Rosji grozi uzależnieniem sektora elektroenergetycznego. Sektora, który obecnie charakteryzuje się znacznym stopniem samowystarczalności.


Źródło: rp.pl, pap.pl, polskatimes.pl, gazeta.pl

Tekst mojego autorstwa ukazał się na http://www.mojeopinie.pl/

poniedziałek, 23 listopada 2009

Seminarium Samorządowe - "JOW"



Mając na względzie rozwijanie idei Samorządnej Rzeczypospolitej, stowarzyszenie Wspólnota Samorządowa Województwa Mazowieckiego zainicjowała cykl konferencji pt. Seminarium Samorządowe.

Pierwsze spotkanie odbyło się 17 listopada 2009 roku w PKiN w Warszawie. Tematem była kwestia związana ze zmianą ordynacji wyborczej do Sejmu, samorządu terytorialnego polegająca na wprowadzeniu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Wśród zaproszonych gości byli posłowie: Pan Janusz Piechociński, Czesław Mroczek, Bogusław Kowalski, Maciej Płażyński oraz liczni działacze samorządowi z całej Polski. W ostatniej chwili okazało się jednak, że obowiązki sejmowe zatrzymają część posłów w parlamencie.

Na wstępie przybyłych gości przywitał Prezes Mazowieckiej Wspólnoty Pan Konrad Rytel. Wspomniał on o konieczności zmiany obecnej ordynacji wyborczej zarówno na szczeblu ogólnokrajowym (wybory do sejmu) jak i na szczeblach samorządu terytorialnego (wybory radnych, starosty powiatu i marszałka województwa). Zarówno Pan poseł Maciej Płażyński jak i publiczność przyznała, że Jednomandatowe Okręgi Wyborcze są dzisiaj jednym z najlepszych rozwiązań jeśli chodzi o ordynację wyborczą. Pod warunkiem, że zostaną zachowane odpowiednie procedury, warto zastanowić się nad takim rozwiązaniem. Jak przyznał sam poseł w obecnej kadencji sejmu na forum parlamentu ta kwestia nie została poruszona, zapewne dojdzie do wstępnych propozycji im bliżej będzie kampanii wyborczej.

Niebawem na stronie www.wswm.org.pl ukażę się analiza nt. JOW-ów w kontekście odbytego Seminarium Samorządowego.

W spotkaniu udział wzięli między innymi:
• Poseł, Maciej Płażyński;
• Starosta Suski, Andrzej Pająk;
• Członek zarządu Stowarzyszenia Normalne Państwo, Bartłomiej Michałowski;
• Radny dzielnicy Warszawa – Praga Północ, Jacek Wachowicz;
• Radny dzielnicy Warszawa – Wola, Mariusz Wis;
• Radny dzielnicy Warszawa – Śródmieście, Marcin Wawrzyniak;

Partnerem spotkania byli:
• Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych;
• Wszechnica Polska Wyższa Szkoła TWP w Warszawie;

niedziela, 22 listopada 2009

Wybierzmy 7 cudów Warszawy


Wspólnota Samorządowa Województwa Mazowieckiego roztoczyła patronat honorowy nad konkursem przeprowadzanym przez portal Moje Miasto Warszawa.

W celu wychwycenia unikalnych miejsc w stolicy, wzmocnienia jej pozytywnego wizerunku i zachęcenia mieszkańców do odkrywania swojego miasta, serwis informacyjny mmwarszawa.pl wyszedł z inicjatywą wyłonienia 7 Cudów Warszawy.

- Do tytułu 7 Cudów mieszkańcy licznie nominowali stołeczne parki, np. Łazienki Królewskie, Ogród Krasińskich, muzyczne Powiśle czy park Praski, najpopularniejsze obiekty turystyczne, m.in. Pałac Kultury i Nauki, Stare Miasto czy Powązki, a także architektoniczne perełki, jak wieżowiec Rondo 1, most Świętokrzyski, Filtry Warszawskie oraz stacja metra plac Wilsona - mówi Karolina Eljaszak, koordynator projektu 7 Cudów Warszawy. - Mieszkańcy docenili również najważniejszy mebel polskiej demokracji - Okrągły Stół oraz Muzeum Powstania Warszawskiego - pierwsze muzeum historyczne, które w zupełnie nowatorski sposób ukazuje historię, bohaterstwo i codzienność walczących w 1944 roku warszawiaków. Jest w czym wybierać i zapowiada się zaciekła rywalizacja.

Do końca października Czytelnicy i Mieszkańcy nadsyłali swoje nominacje do tytułu 7 Cudów Warszawy. Wśród uczestników zabawy organizatorzy docenili Waldemara Prokopa, przewodnika po Warszawie, który za nominowanie w plebiscycie Krakowskiego Przedmieścia, Wilanowa, Starych Powązek, murów obronnych Starej Warszawy i Kościoła św. Antoniego z Padwy otrzymał od MM Warszawa odtwarzacz DVD.
To nie koniec szans na zdobycie nagród. 2 listopada ruszyło głosowanie, w którym każdy może wziąć udział i wygrać atrakcyjne prezenty. To mieszkańcy stolicy i wszyscy internauci, którym Warszawa jest bliska, będą mogli oddać swój głos na wybrany obiekt. Wspólnie wyłonimy siedem najpiękniejszych miejsc w stolicy.

Podobne plebiscyty odbywają się w największych miastach Polski, m.in. w Trójmieście, Poznaniu, Łodzi, Szczecinie czy Krakowie. Samorządowa Wspólnota Mazowiecka objęła honorowy patronat nad warszawską edycją konkursu 7 Cudów.

Nominowane obiekty i szczegóły plebiscytu dostępne są w serwisie specjalnym 7 Cudów Warszawy: