Tego dnia byłem umówiony z Tadkiem, w Pruszkowie. Mieliśmy z naszymi dziećmi pójść na wspólny spacer. Niestety - gdy gen. Jaruzelski w telewizji wyjaśnił, co z kolegami zmalowali, co Polsce zafundowali - nawet nie mogłem oddzwonić i odwołać spotkania. Telefony były głuche. Tadek chyba zrozumiał...
Intrygował mnie sposób, w jaki wojskowi wzięli swój Naród "za pysk". W końcu nikt do końca nie mógł być pewien, na czym polega „stan wojenny”. Jak to: wojna ? Jak to wygląda, na czym polega? Jak daleko mogą posunąć nasi nowi władcy ? Wiadomo było, że od tego dnia nie można było już swobodnie opuszczać granic miasta, wprowadzono też godzinę milicyjną. Chciałem, by także mój 6-letni potomek zapamiętał, jak czerwoni stłumili nasze nadzieje - nasz "karnawał wolności". Zapakowałem synka do „malucha” i ruszyliśmy na "rozpoznanie".
Jeżdżąc po mieście co chwila napotykaliśmy na wojskowe blokady. Pytałem żołnierzy, gdzie w takim razie mogę jechać bez przeszkód. Nie potrafili odpowiedzieć... Młode chłopaki, najwyraźniej spoza Warszawy, raczej ze wsi. Sami byli trochę zdezorientowani i jakby wystraszeni.