piątek, 25 września 2009

Buspasy w warszawie.

Od minionego wtorku (22.09) na trasie łazienkowskiej uruchomiono nowy buspas. Jest on najdłuższym pasem dla autobusów w Warszawie i ma skrócić drogę z Ochoty na Pragę nawet o 15 minut. Od pierwszego dnia, a przypomnę, że został on uruchomiony w Europejski dzień bez samochodu, trasa stanęła w korkach. Posypały się mandaty za jazdę po buspasach. Co prawda nie można się temu zbytnio dziwić, minie jeszcze trochę czasu zanim kierowcy przystosują się do nowej sytuacji- zamiast trzech pasów teraz są tylko dwa.

Jednak czy buspasy to dobry pomysł dla Warszawy? Czy w dłuższej perspektywie czasu okażą się świetnym pomysłem na odkorkowanie Warszawy? Czy możliwość szybkiego dojazdu autobusami przekona kierowców do zostawienia samochodów na parkingach?

Zapraszam do dyskusji i oddania głosu w ankiecie, którą zamieściłem po lewej stronie. Czy jesteś za buspasami w Warszawie?

środa, 23 września 2009

Europejski dzień bez samochodu w stolicy.

Europejski dzień bez samochodu obchodzony jest corocznie 22 września. Dzień ten, jak czytamy na stronach Ministerstwa Środowiska, jest zwieńczeniem trwającego od 16 września Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu. ETZT to największa ogólnoeuropejska inicjatywa poświęcona ekologicznemu transportowi miejskiemu. Ma na celu przekonanie mieszkańców starego kontynentu, w szczególności wielkich miast, do korzystania z alternatywnych środków transportu. Przekonanie, że po mieście można poruszać się bez własnego samochodu. W Europie obchodzony jest od 1998 roku, a w Polsce od 2002 roku. Tegoroczne obchody odbywały się pod hasłem „Popraw klimat swojego miasta”.

Około 1500 miast w całej Europie, w Polsce 126 (w 2005 roku 84 miasta), przystąpiło w tym roku do akcji. Organizatorzy postawili przed miastami zadanie „wprowadzenia praktycznego działania, które przyczyni się do zmiany postaw społecznych w zakresie korzystania ze środków transportu przyjaznego środowisku jako alternatywa dla indywidualnego transportu samochodowego”. Pomysły są różne, można promować transport rowerowy (przykład Paryża), wynajmowanie samochodów, czy „car-pooling”- wspólne korzystanie z samochodów.

Co do słuszności pomysłu, by w centrum miasta ograniczyć ruch samochodów osobowych nie mam większej wątpliwości. Jako mieszkaniec Warszawy niejednokrotnie miałem wątpliwą przyjemność przekonania się na własnej skórze co to znaczy „godzina szczytu”. W szczególności dojazd do pracy w poniedziałkowe poranki i powroty w piątkowe popołudnia należą do najcięższych. W celu zilustrowania, jak wydłuża się moja droga pomiędzy domem a pracą, podam, że korzystając z transportu miejskiego w wyżej wymienionych dniach i godzinach, jestem w stanie przeczytać średnio 3-4 razy więcej książki, czy gazety niż w normalny dzień. Wtedy to z przepełnionych, stojących w korkach autobusów pasażerowie przesiadają się do tramwajów, by zdarzyć na czas. Pomijam już fakt, że nie każdy od razu złapie się na taką przesiadkę, bo tramwaje automatycznie w takich sytuacjach się przepełniają i trzeba czekać na następne. Z drugiej strony na niektórych liniach nie możliwe jest zwiększenie częstotliwości kursowania tramwajów, bo te i tak jeżdżą już co 5 minut. Jeszcze większa ich ilość spowoduje „korki” na liniach tramwajowych. Do czego dochodzi dość często np. przy rondzie de Gaulle’a w stolicy.

Powróćmy do samego Europejskiego dnia bez samochodu. Jak wyglądał on w Warszawie? Jak władze miasta zachęcały do korzystania z alternatywnych środków transportu? Można było podróżować bezpłatnie rowerami- ratusz uruchomił punkty wypożyczania jednośladów. W autobusach, tramwajach i metrze zamiast biletu można było okazać kontrolerowi dowód rejestracyjny swojego samochodu. Na Trasie Łazienkowskiej otwarty został nowy buspas- tylko dla autobusów.

Czy mieszkańcy stolicy chętnie zostawili swoje samochody w garażach, na parkingach i korzystali z komunikacji miejskiej? Wchodząc do autobusu można by powiedzieć, że tak. Wydawało się, że jest ciaśniej, więcej ludzi niż zawsze, ale chwila dlaczego stoję w… korku?! Niestety taka była rzeczywistość. Korki wcale nie były mniejsze niż zawsze. Mimo, że był to Europejski dzień bez samochodu korki były takie same.

Podczas wczorajszego dnia zostałem sprawdzony przez kontrolerów dwa razy! Wydało mi się to bardzo dziwne, biorąc pod uwagę, że ostatni raz byłem proszony o okazanie biletu 3-4 miesiące temu, a wczoraj aż dwa razy… Nie wiem, może Zarząd Transportu Miejskiego w ten sposób prowadził ankietę środowiskową i chciał na własne oczy przekonać się ilu pasażerów okaże dowód rejestracyjny. A może po prostu dodatkowo zarobić…

Podsumowując Europejski dzień bez samochodu w stolicy uznaje go za nieudany. Korki jak zawsze. Informacja, że to właśnie 22 września jest ten dzień, też słaba. Pytając się znajomych mało kto wiedział o takim dniu. Niektórzy usłyszeli o nim rano jadąc do pracy… samochodem. Natomiast pomysł uznaję za słuszny. Już teraz Warszawa jest zakorkowana. Na dwa miliony osób zameldowanych przypada 1,3 mln zarejestrowany samochodów. W rzeczywistości jest ich jeszcze więcej, jeśli weźmiemy pod uwagę osoby dojeżdżające codziennie do stolicy spoza jej granic. Z roku na rok sytuacja ta będzie się pogarszać, dlatego potrzebne są takie akcje. Władze miasta musza uświadomić warszawiakom, że można inaczej podróżować. Tego nie da się zrobić w tydzień, miesiąc, czy rok. Potrzeba wieloletniej kampanii. Oczywiście za tym musi iść rozbudowa infrastruktury komunikacji miejskiej, bo właściwie zarządzana komunikacja to największa i najskuteczniejsza reklama, nie bilbordy, reklamy, kampanie społeczne…


Źródło: mobilityweek.eu, mos.gov.pl, dbs.um.warszawa.pl, tvnwarszawa.pl,

„Dąb pamięci” na Ursynowie

17 września 2009r., w 70 rocznicę agresji radzieckiej na Polskę, w Gimnazjum nr 92 na warszawskim Ursynowie, odbyła się uroczystość posadzenia „Dębu pamięci”. W ramach ogólnopolskiej akcji „Katyń… ocalić od zapomnienia” został posadzony dąb poświęcony kapralowi Wojciechowi Różańskiemu, zamordowanemu w 1940 roku w Katyniu przez NKWD. Uroczystość zorganizowano przy współpracy: Stowarzyszenia Wspólnota Samorządowa Województwa Mazowieckiego, Burmistrza Dzielnicy Ursynów, Gimnazjum nr 92 im. Juliana Ursyna Niemcewicza oraz pod patronatem medialnym tygodnika PASMO.

W ceremonii udział wzięło ok. 120 osób. Obok Rodzin Ofiar Katyńskich, grona pedagogicznego, młodzieży gimnazjalnej udział wzięli m.in.:

Pani Jolanta Dąbek- Zastępca Burmistrza Dzielnicy Ursynów,
Ksiądz Prałat Tadeusz Wojdat- Proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie,
Pan Mariusz Karczewski- Dyrektor Gimnazjum nr 92 im. Juliana Ursyna Niemcewicza,
Pan Mariusz Ambroziak- V-ce Prezes Wspólnoty Samorządowej,
Pani Halina Kosicka- Przewodnicząca Komisji Oświaty i Wychowania Dzielnicy Ursynów,
Pan Zbigniew Jackiewicz- Przewodniczący warszawskiej Wspólnoty Samorządowej,
Prof. Cezary Eugeniusz Król- historyk Polskiej Akademii Nauk, Szkoła Wyższa CollegiumCivitas
Pan Jacek Krawczyk- Redaktor Naczelny tygodnika PASMO,
oraz liczni członkowie warszawskiej Wspólnoty Samorządowej.

Uroczyste spotkanie, które poprowadził przedstawiciel Wspólnoty Samorządowej Jerzy Kulesza, rozpoczęło się o godzinie 14:00 od wprowadzenia sztandaru szkoły i odśpiewania hymnu narodowego. Przybyłych gości przywitał Dyrektor Gimnazjum nr 92 Pan Mariusz Karczewski, a Przewodniczący warszawskiej Wspólnoty Samorządowej Zbigniew Jackiewicz wygłosił słowa wprowadzające do uroczystości. Następnie w imieniu Pani Burmistrz Dzielnicy Ursynów przygotowany list odczytała Jolanta Dąbek, zastępca Burmistrza. Profesor Cezary Eugeniusz Król historyk Polskiej Akademii Nauk i Collegium Civitas w wykładzie „lekcja historii”, przedstawił historię związaną z tragedią Katynia. Wezwał także młodzież do kultywowania historii Polski. Po wykładzie uczniowie Gimnazjum nr 92 zaprezentowali zgromadzonym specjalnie przygotowane przedstawienie artystyczne wraz z prezentacją wizualną o zbrodni katyńskiej. W tle rozbrzmiewała Ballada Katyńska Jacka Kaczmarskiego.

Następnie uczestnicy uroczystości udali się na plac przed budynkiem Gimnazjum. Odsłonięto tablicę pamiątkową, poświęconą kapralowi Wojciechowi Różańskiemu. Ksiądz Prałat Tadeusz Wojdat- Proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie odczytał okolicznościową modlitwę. Złożono kwiaty i zapalono znicze. Następnie przy udziale Zastępcy Burmistrza Dzielnicy Ursynów, Dyrektora Gimnazjum nr 92, Przewodniczącego warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, V-ce Prezesa WSWM i ucznia Gimnazjum Mateusza Szczepaniak (laureata konkursu wiedzy o Katyniu) posadzono „Dąb pamięci”. Ksiądz Prałat poświęcił i pobłogosławił tablicę oraz „Dąb pamięci” imienia kaprala Wojciecha Różańskiego. Wezwał młodzież do kultywowania pamięci o przodkach i wezwał także do zaniechania nienawiści wobec bliźniego.

Prowadzący uroczystość Pan Jerzy Kulesza w imieniu organizatorów zaprosił przybyłych gości na kawę, herbatę i rozmowy.

Mowa Burmistrz Dzielnicy Ursynów m.st. Warszawy Urszuli Kierzkowskiej




Więcej zdjęć na: http://www.wswm.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=671&Itemid=145

wtorek, 22 września 2009

Dobry, zły Żukow…

Do głębszej analizy postaci jaką był Gieorgij Żukow zainspirowała mnie lektura książki Wiktora Suworowa „Cień zwycięstwa”. Do tego momentu moja wiedza na temat jednego z największych bohaterów związku radzieckiego była dość ogólnikowa. Choć i teraz jestem daleki od wydania jednoznacznej oceny, to postaram się przybliżyć czytelnikowi postać jaką był marszałek ZSRR Żukow.

Na początku jednak paru słów o samym autorze książki. Osobie nie mniej ciekawej, jak i kontrowersyjnej. Wiktor Suworow, a właściwie Władimir Bogdanowicz Rezun, jest znanym rosyjskim pisarzem i publicystą. W 1968 roku jako dowódca czołgu uczestniczył w inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowacje. Ukończył Wojskową Akademię Dyplomatyczną w Moskwie, a następnie w latach 1974- 1978 był rezydentem radzieckiego wywiadu wojskowego GRU w Genewie. Zbiegł do Wielkiej Brytanii, w następstwie czego zaocznie został skazany na karę śmierci. Wyrok ten po dziś dzień nie został uchylony. Jest autorem kilkunastu książek, m.in. : Akwarium, Lodołamacz, Dzień „M”, Żołnierze wolności, czy wydanej w tym roku w Polsce, książki „Ostatnia defilada”. Jest popularyzatorem teorii o wiodącej roli Związku Sowieckiego w rozpoczęciu II wojny światowej oraz prewencyjnego charakteru niemieckiego ataku na ZSRR 22 czerwca 1941 roku.

Żukow w Rosji.

Błyskotliwa kariera wojskowa Gieorgija Żukowa (ur. 01.12.1896- zm. 18.06.1974) na dobre rozpoczęła się w 1939 roku w Mongolii. W bitwie nad rzeką Chałchyn-goł kierował radziecką obroną. Zwycięstwo to było kluczowym wydążeniem dla dalszych losów naszego „bohatera”, jak również i ZSRR. Pokonana Japonia skierowała swoją ekspansję w innym kierunku, tym samym odciążając Związek Radziecki z mobilizacji wojskowej na tym froncie. Od teraz możliwe było przegrupowanie całej armii i skierowanie jej na zachodnie granice państwa.

Podczas II wojny światowej w 1941 roku został mianowany szefem sztabu generalnego, a już w lipcu 1942 roku pełnił funkcję zastępcy naczelnego wodza. Był dowódcą m.in. frontu: leningradzkiego, białoruskiego, ukraińskiego. Kierował operacją berlińską, a po bezwarunkowej kapitulacji Niemiec, został mianowany dowódcą radzieckiej strefy okupacyjnej.

Lista zasług, spektakularnych sukcesów Żukowa, za które w Rosji jest czczony, jest bardzo długa. Bez wątpienia możemy mówić o kulcie Żukowa. W centrum Moskwy stoi pomnik Żukowa, w całej Rosji jest ich ponad 30. Jest uznawany za jednego z największych strategów XX wieku. O tym jak bardzo był ceniony świadczą liczne ordery i odznaczenia. Najwyższy tytuł honorowy ZSRR, czyli medal „Złota Gwiazda” Bohatera Związku Radzieckiego, otrzymał w 1939, 1944, 1945, 1956. Inne odznaczenia to m.in.: Order Zwycięstwa (dwukrotnie), Order Lenina (sześciokrotnie), Order Rewolucji Październikowej, Order Czerwonego Sztandaru (trzykrotnie) itd., itd… Gieorgij Żukow został również, przez władze Polski Ludowej, odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Tak wielki bohater, za jakiego uznawany jest Żukow, musiał mieć swój własny medal. Ustanowiono Medal Żukowa, odznaczenie, które wręczane jest do dzisiaj. Pojawiła się również propozycja, aby marszałka ZSRR kanonizować i zaliczyć w poczt świętych rosyjskiej Cerkwi prawosławnej.

Podczas II wojny światowej propaganda ZSRR potrzebowała bohaterów do których mogła się odwoływać zagrzewając do boju rodaków. Na takiego bohatera wykreowano Gieorgija Żukowa. Wykreowano, ale trzeba też przyznać, że nie mała w tym zasługa samego Żukowa. Jak mało kto potrafił bezwzględnie zabiegać o swoje, po trupach dożyć do wyznaczonych celów.

Żukow oczami Suworowa.

Odmienne zdanie o Żukowie ma Wiktor Suworow. Praktycznie wszystkie jego osiągnięcia, sukcesy przedstawia jako jedno wielkie pasmo porażek. Zaprzecza przypisywanym Żukowowi sukcesom militarnym. Dowodzi m.in., iż nie mógł on być autorem sukcesu operacji zaczepnej pod Stalingradem, ponieważ w 1942 rok…w Stalingradzie wcale go nie było. Kierował wtedy ofensywą na Syczewkę, na froncie zachodnim. Oczywiście ofensywa zakończyła się totalną klęską.

Żukow w swoich pamiętnikach pisał, iż to on jako pierwszy przejrzał plany Hitlera, na długo przed rozpoczęciem wojny. Przewidział plan „Barbarossa” i wiele innych posunięć wroga. Skoro tak, to dlaczego pierwsze miesiące agresji niemieckiej to jedna po drugiej przegrane? Z początku wojny nie możemy mówić nawet o obronie zachodnich granic ZSRR. To co tam panowało to istny chaos. Sowieccy żołnierze mimo ataku Niemiec na ich pozycje mieli zakaz atakowania, bo jak uważało dowództwo były to jedynie prowokacje graniczne. Biorąc pod uwagę, że na zachodzie zdołano już rozlokować ogromne rzesze żołnierzy, straty były przerażające. To właśnie z rozkazu Gieorgija Żukowa bazy wojskowe rozlokowano w odległości 15-20 kilometrów od granicy. Lotniska z masą sprzętu przesunięto możliwie najbliżej linii granicznej. Oczywiste było, że w razie ataku nieprzyjaciela, położone tak blisko granic bazy, lotniska staną się łatwym łupem. Oczywiste, ale wydaje się, że nie dla Żukowa. Mimo, iż jak pisał w swoim pamiętniku, wiedział o bardzo prawdopodobnym ataku Niemiec na ZSRR, nie przygotowywał planów obronnych. Wolał poświecić czas na konstruowanie planów agresji na III Rzesze. Planów, które przy ataku wroga, zupełnie do niczego nie są przydatne.

Wcześniej już wspomniałem, że marszałek ZSRR Żukow został czterokrotnie odznaczony medalem „Złotej Gwiazdy” Bohatera Związku Radzieckiego. Pierwszą Złotą Gwiazdę dostał w 1939 roku za Chałchyn-goł. W czasie II wojny światowej dostał kolejne dwie. Problem w tym, że odznaczenie to można było dostać tylko… trzy razy. Jak więc się stało, że Żukow miał ich więcej? 1 grudnia 1956 sam sobie nadał tytuł czterokrotnego Bohatera Związku Radzieckiego. Do tej pory było jeszcze tylko dwóch trzykrotnych Bohaterów. Pułkownicy lotnictwa Kożedub i Pokryszkin. Abstrahując nawet od tego, że Złotą Gwiazdę można było dostać tylko trzy razy, trzeba mieć na uwadze, że to najwyższe odznaczenie otrzymywało się za naprawdę heroiczne czyny. Przynajmniej w teorii. Jak pokazał przykład Żukowa można ją było wręczyć samemu sobie „w uznaniu wielkich zasług, a także na sześćdziesiąte urodziny”. Trzeba przyznać, prezent sprawił sobie wyśmienity.

Suworow słynie ze swojej wnikliwości, dokładnego badania zdobytych informacji, z wieloma postawionymi przez niego tezami nie sposób się nie zgodzić. Aczkolwiek nie sposób nie zauważyć jednostronnego nastawienia autora, co czasem może prowadzić do błędnej analizy. Nie twierdzę, że Suworow myli się w ocenie Żukowa, jedynie wydaje mi się, iż niektóre rzeczy mogą być przez niego wyolbrzymiane, na skutek swojego podejścia do tematu. Czy to co pisze jest w 100% prawdą, czy trochę mniej, nie zmienia ogólnego faktu, iż marszałek ZSRR bardziej kreował się na wielkiego bohatera, a nie nim faktycznie był.

Przytoczyłem tutaj tylko kilka ciekawych, kontrowersyjnych momentów z życia marszałka Żukowa. W samej książce jest ich o wiele więcej i trzeba przyznać, że są napisane bardzo przystępnym językiem, przez co nie zagubimy się w lekturze, nawet jeśli nie są jasne dla nas wszystkie fakty historyczne. Książka godna polecenia dla żądnych szczegółowej wiedzy o wydarzeniach na froncie wschodnim podczas II wojny światowej.

Źródło:
Wiktor Suworow, „Cień zwycięstwa”, Dom wydawniczy Rebis, Poznań 2006r.
suworow.pl,
konflikty.pl,
racjonalista.pl,
polonica.ru,
Tekst mojego autorstwa ukazał się na http://www.mojeopinie.pl/

Promocja poematu "Dwie twarze"- K.S. Górniak





niedziela, 13 września 2009

II konferencja warszawskiej WSWM- 24.09.2009r.

Serdecznie zapraszamy na konferencję programową Oddziału Warszawskiego Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, która odbędzie się 24 - ego września 2009r o godz. 18:00. w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, sala nr 844 piętro VIII .

Konferencja będzie kontynuacją debaty dotyczącej programu wyborczego Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej. Wynikiem szeregu naszych konferencji ma być Program dla Warszawy, który zaprezentujemy mieszkańcom Warszawy i Mazowsza w najbliższej kampanii wyborczej w 2010 roku.

II Warszawska Konferencja Programowa będzie niejako kontynuacją, ale i obszernym rozwinięciem dyskusji na temat poruszony przez naszych gości na I Konferencji. Warszawa – jeśli metropolia, to jaka? Na to pytanie mamy nadzieje odpowiedzieć wspólnie z Państwem. Do dyskusji zaprosiliśmy ekspertów, którzy pomogą nam ukazać złożoność i wieloaspektowość poruszanej tematyki:

Zdzisław Brzeziński – burmistrz Piastowa,
Jerzy Regulski – protoplasta reformy samorządowej III RP,
Grzegorz Kostrzewa-Zorbas – politolog, radny Sejmiku Województwa Mazowieckiego,
Mariusz Błaszczak – poseł na Sejm RP,
Olgierd Dziekoński- Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury,
Marek Wójcik- poseł na Sejm RP. doradca Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Jesteśmy otwarci na Państwa sugestie i propozycje. Prosimy o nadsyłanie ewentualnych wniosków i projektów na adres warszawskiego biura WSWM.

piątek, 11 września 2009

NLP czyli psychoanaliza XXI wieku

Dzieci karmione są bajeczkami o wilku żerującym na naiwności owieczek. Dorośli podobne opowieści odnajdują w sensacjach czy kryminałach, ale jak jest uczy nas na okrągło tzw. true life. Sęk w tym by w tej grze wcielic się w odpowiednią rolę. Tak więc, ludzie eksperymentują, tworzą teorie naukowe, badają od podszewki ludzki umysł, zwyczajnie kombinują. A wszystko po to by w kolejnych rozgrywkach odegrac rolę przebiegłego wilka, postawic na swoim.

NLP jest owocem lat 70 - tych. Programowanie neurolingwistyczne, dziś mocno skomercjalizowane, trenerom dostarcza środków nie tylko na chleb, ale także potrójną szynkę, natomiast uczniom pozwala uwierzyć w możliwość dowolnego kreowania rzeczywistości. Jak to się zaczęło? Richard Bandler swego czasu zauważył, że akceptacja sugestii zależy od sposobu w jaki jest ona formułowana, od rodzaju wypowiedzi oraz użytych w niej słów i fraz. Wspólnie z lingwistą Johnem Grinderem, stworzyli technikę komunikacji opartą na tym założeniu. Swoje prace opisali w książce The Structure of Magic w 1975 roku. Nazwa kierunku, wymyślona przez Bandlera, podkreślać ma zależności między procesami neurologicznymi („neuro’) a stosowanym językiem wypowiedzi („lingwistyczne”).

Jak to działa?
Twórcy NLP twierdzili, że efektywny sposób komunikacji zależy od tego w jaki sposób przedstawimy swoją sugestię. Ma na to wpływ mnóstwo czynników, począwszy od stroju, sposobu zachowania, konkretnych okoliczności, by wreszcie skończyć na dobieraniu odpowiednich fraz, odpowiedniego słownictwa, skupianiu się na rozmówcy. Trenerzy uczą technik, które można stosować zarówno w kontaktach międzyludzkich, jak i dążąc do doskonalenia siły własnego charakteru.

„ W trakcie, gdy rozważa pan zakup naszego produktu, przedstawie dodatkowe korzyści”- Jak często słyszymy od sprzedawców tego typu konstrukcje? To perswazja nazywana „fachowo” przez NLPowców presupozycją. Jak działa ta sztuczka? Ledwo weszliśmy do salonu firmowego, a już podsuwane jest nam ukryte założenie, że rozważamy zakup. Często stosujemy takie sformułowania lingwistyczne całkiem nieświadomie. Nie uspakajaj kolegi przed rozmową kwalifikacyjną powtarzając „ nie denerwuj się, nie stresuj” – w ten sposób presuponujesz, ze właśnie w takim stanie się znajduje. Nawet, jeśli był zrelaksowany, doprowadzisz go do szału.

W samodoskonaleniu pomogą techniki budowania poczucia własnej wartości. Trener zawsze będzie powtarzał, jak ważne jest by nie kierować negatywnych myśli w odniesieniu do samego siebie. Będąc na studenckim szkoleniu z podstaw NLP, usłyszałam bardzo ciekawy pomysł jak radzić sobie z tzw. „wewnętrznym opieprzaczem”. Każdy z nas, zna ten głos, który pojawia się w głowie ilekroć popełnimy jakieś głupstwo. Wiemy jak skutecznie może on sprowadzić do parteru. Dr Artur Lewandowski dał nam, studentom, receptę: wyobraź sobie ów „wewnętrzny opieprzacz” jako karłowatego krasnala i spraw by mówił cieniutkim głosikiem, jakby nawdychał się helu, powinno pomócJ.

Inna technika: kotwiczenie. Pozwala poczuć się komfortowo nawet w bardzo nieprzyjemnej sytuacji. W dużym uproszczeniu zakładanie kotwicy, (jest to możliwe zarówno stosunku do siebie samego jak i drugiej osoby) polega na skojarzeniu pewnego bodźca z reakcją. Kotwice zazwyczaj w naszej psychice zakładane są nieświadomie, ale można także posługiwać się tym jak narzędziem. Typowy przykład: dziecko, które czuje zapach i ciepło swojej matki czuje się bezpiecznie, podobnie mężczyzna, który poczuje perfumy swojej wybranki, odruchowo zwróci swoje myśli w jej kierunku. Jednak, tego rodzaju sztuczki podsunął nam już behawioryzm - Pies Pawłowa i odruchy warunkowe. Mimo, że często świadome tworzenie bodźców, mających wywołać określone reakcje u drugiego człowieka uznawane było za nieco niemoralne, dziś z powodzeniem tego rodzaju techniki stosuje na swoich podopiecznych pewna niania z TVN-u.

Dzisiejsza popularność szkoleń, publikacji oraz książek z zakresu technik NLP nasuwa mi skojarzenie z XIX wieczną psychoanalizą. Freud swoimi zaskakującymi założeniami na temat istnienia nieuświadomionej części ludzkiej psychiki, kierowanej przez pierwotne popędy początkowo zawojował świat ówczesnej psychologii, psychiatrii. Opracował formy terapii oraz analizy umysłu człowieka. Freudowskie Superego odpowiadające za przystosowywanie się do norm społecznych i kulturowych, to dziś, w odniesieniu do NLP prawdopodobnie nieodparta chęć wywierania wpływu na otaczających ludzi. Programowanie naurolingwistyczne stara się łagodzić i oswajać doświadczenia, które wg. Freuda zostają wyparte ze świadomości, objawiając się później w postaci kompleksów. Można znaleźć jeszcze wiele odniesień i analogii. Psychoanaliza ma dziś wartość raczej historyczną. NLP już dawno zostało odrzucone przez środowiska akademickie i uznane za nienaukowe. Mimo, to rosnąca popularyzacja technik komunikacji pozwala zarobić krocie szkoleniowcom, a ludzie ze świata biznesu chwalą się certyfikatami trenerów.

Coraz częściej można przeczytać słowa krytycznie odnoszące się do form porozumiewania się z drugim człowiekiem, opisane przez Bandlera. Najsilniejszym argumentem przeciwników jest nienaukowość założeń. Sam prekursor, odszedł od badań naukowych nad swoimi teoriami, skupił się na artykułach popularnych. Zapewne zniechęcił go fakt, że niemal żadne doświadczenie nie potwierdziło jego hipotez. Tak więc, NLP stało się podejściem komercyjnym. Książki z tej tematyki są ciekawe, szkolenia prowadzone przez energicznych trenerów porywające. Z pewnością, nie starając się kwestionować metod komunikacji, angażując się w ich praktykę, programowanie neurolingwistyczne zrobi na nas ogromne wrażenie. Jednak, po przeczytaniu chociaż jednej książki, wysłuchaniu wykładu, bardzo łatwo można zorientować się, że ktoś próbuje przeforsować swoją sugestię właśnie za pomocą struktur lingwistycznych. Kiedy poznamy kilka technik, sprzedawca czy przedstawiciel handlowy ich używający stanie się w naszych oczach żenującym manipulantem.

Nawet, jeśli techniki „efektywnej komunikacji” staną się jedynie znakiem rozpoznawczym sprzedawcy czy dyskotekowego podrywacza, to uważam że warto jest chociażby podjąć próbę ich poznania. Niekoniecznie w celu ich stosowania, gdyż jak pisałam, można niekiedy wywołać u innych zażenowanie, ale zwyczajnie w samoobronie. Uwagę zwraca fakt, że mimo ogromu krytyki skierowanej na NLP, metody umiejętnie i konsekwentnie stosowane przez manipulantów, stają się niebezpiecznym narzędziem w ich rękach, zwłaszcza, gdy nauczeni sztuczek na gruncie zawodowym przenoszą je do życia prywatnego.

Tekst autorstwa Katarzyny Szczepaniak ukazał się na www.mojeopinie.pl

Petycja do nowych europosłów w sprawie rtm.Pileckiego

W odpowiedzi na wiadomość otrzymaną od Michała Tyrpa z Fundacji Paradis Judaeorum zapraszam do złożenia podpisu pod petycją do naszych europosłów obecnej kadencji:

PETYCJA

Wsparcie petycji z pewnością zwiększy szanse na ustanowienie 25 maja europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem, o co uczestnicy akcji "Przypomnijmy o Rotmistrzu" zabiegają od początku 2008 r.
Pozdrawiam
Paweł Dąbrowski